012345678

Adam Jan Kaufmann

Strona główna » Polecamy Dodano: 2015-10-16

mat prasowe

Adam Jan Kaufmann, urodzony w Poznaniu w 1989 roku, jest artysta niezaleznym dzialajacym niemal ekskluzywnie na dwoch polach sztuki – tekscie i formach audio. Aktywny od 2002 roku, a zawodowo od 2008, korzenie swoje ma w kulturze kasetowej, krautrocku i space rocku, a także poezji kanadyjskiej, amerykanskiej i rosyjskiej XIX i XX wieku. Jego debiutancki zbior lyrikow, „Siva in Rags”, ukazal się na rynku amerykanskim latem 2008 roku, a jego najswiezsza publikacja to wiersz w antologii „Fierce Invalids”, poswieconej Arthurowi Rimbaud, wydanej w Australii w 2014 roku, gdzie Adam dzieli przestrzen m.in. z Williamem S. Burroghsem i Gregory Corso. Debiutancka plyta z autorskimi piosenkami, „Second Hand Man”, ukazala się na rynku polskim w 2011 roku, a plyta kolejna, „Stoned Gypsy Wanderer”, z roku 2014, ukazala się już w USA – jest również plyta autorska. Obie spotkaly się z przychylnymi recenzjami, a także goscily na antenach rozglosni radiowych od Francji, przez Niemcy, po USA. Adam jest autorem ponad 20 tomikow wierszy i tekstow piosenek, w tym wydanych w UK zbiorow „Insane in Rome”, i „Saint of Kreuzberg”, odbieranych jako swieze i oryginalne wariacje nad dobrze znana forma tekstu piosenki, a także artysta audio praktycznie co miesiac wydajacym nowa plyte z roznymi formami audio. Adam pracuje z Londynu i z Monachium. Jest również zalozycielem polsko/niemieckiego duetu eksperymentalnego Sauer Adler, który na koncie posiada 5 plyt dlugograjacych i odnosi się do korzeni monachijskiego podziemia arystycznego 1968 roku.

Opinie:
“A.J. Kaufmann jest romantykiem w najlepszym znaczeniu tego słowa, człowiekiem napędzanym luzackim duchem beatnikowskich duchow, Krautrockowymi rytmami, i wyciem poznanskich wilkow.” (Richard Wink, magazyn Horror Sleaze Trash, 2011)

“A.J. Kaufmann rzeźbi w surowej, wysoce nowoczesnej wizji, gdzie zewnętrzne środowisko, i zewnętrzne odczucia podróży równoważą głębokie, wewnętrze eksploracje ‘terra incognito’ ludzkiego ducha, duchowości. Przemieszczając się swobodnie między miłością, seksem, jazzem i śmiertelnością, autor zagla w zakamarki najmroczniejszych, najpodlejszych barów, a potem wraca do codzienności. Prawdziwy rock'n'rollowy poeta.” (A.D. Hitchin, autor brytyjski, m.in. “The Holy Hermaphrodite”)

“Pan Kaufmann zabiera swoich czytelników wprost w morrisonowskie rozmyślania, które zmieniają niewinność w kamień; brutalna rzeczywistość podana zgrabnie i surowo, jak potrafi zrobić to tylko ten współczesny polski bard.” (Michael Aaron Casares, poeta, wydawca amerykański, Virgogray Press)

„Proszę wyobrazić sobie bardziej znużonego światem Roberta Huntera, z jeszcze bardziej złamanym sercem.”
(Paul Corman-Roberts, autor amerykanski, m.in. “Coming World/Gone World”)

Wywiad 2014, rozmawial Wojciech Mieszczak dla Psychosonda.

14 płyt długogrających na koncie, a wszystkie nagrane w przeciągu ostatnich 5 lat – to imponujący rezultat jak na 25-latka. Skąd bierzesz tyle pomysłów i energii?

 

Dziękuję. Powiedziałbym jednak, że tych płyt jest troszkę mniej – w zasadzie tylko „Second Hand Mana” i „Stoned Gypsy Wanderer” traktuję jako swoje regularne pozycje muzyczne – zgadza się, jest tych pozycji około czternastu, ale reszta, poza tymi dwoma albumami, to różnego rodzaju, mniej lub bardziej udane, eksperymenty z estetyką, brzmieniem czy formą, często realizowane w spartańskich warunkach. Pomysły biorą się z życia, ludzi, miejsc i czasów. Pisanie i nagrywanie muzyki to dla mnie jak oddychanie, a energia bierze się z przeświadczenia, że żyjemy raz, i że nie mamy zbyt wiele czasu na cieszenie się tym jednym razem – staram się więc cieszyć poprzez muzykę, a jeśli po drodze ucieszę kogoś jeszcze, to cudownie.

 

Z całego muzycznego dorobku tylko pierwsza płyta solowa – Second Hand Man – została wydana na cd oraz winylu, reszta jako digital. Co jest powodem takiego stanu rzeczy?

 

Przede wszystkim kwestie finansowe – mnie nie stać na fizyczne wydania prywatne, a nie mam w tej chwili kontraktu, ani nawet sponsora. „Stoned Gypsy Wanderer” ukaże się jednak fizycznie nakładem labelu i wydawnictwa z Teksasu, Kendra Steiner Editions, które od 2008 roku wydaje moją poezję. Bill, właściciel KSE, postanowił wydać „Gypsy” w limitowanym nakładzie ręcznie numerowanych 100 egzemplarzy na nośniku CD-R. Tym samym dołączyłem do takich arystów jak Plastic Crimewave, Alfred 23 Harth, Matt Krefting, Djin Aquarian (Ya Ho Wha 13), Derek Rogers, czy Heather Leigh, których muzykę Bill wydaje na co dzień. Jestem ciekaw tej nowej przygody, bo do tej pory pracowałem dla KSE tylko jako poeta.

 

Na swoim blogu zamieściłeś cykl wpisów zatytułowany miesiąc ze „Stoned Gypsy Wanderer” przedstawiający kulisy tworzenia płyty, która ukaże się już 25 sierpnia.  Czy można się spodziewać, że Stoned Gypsy Wanderer będzie strzałem, który zdetronizuje Second Hand Mana, który zdążył już się zadomowić w kanonach Psychosondy?

 

Trudno powiedzieć. Na pewno jest to zupełnie inna płyta, po pierwsze od procesu pisania po mastering jest to moja odpowiedzialność w 100%, z wyjątkiem dwóch nagrań. Na „Second Hand Manie” tylko dostarczam piosenki, śpiewam, gram na gitarze i czasem uderzam w struny bassu. Tutaj odpowiadam za całość brzmienia, produkcję, więc to bardziej moja płyta, i jedyna w tej chwili przedstawiająca prawdziwego mnie, praktycznie od kuchni. Po drugie, jest to muzyka wypływająca z mojej duszy, w przeciwieństwie do paradoksalnie mocniej przemyślanego i bardziej konsekwetnego stylistycznie debiutu. Po trzecie, jeśli będzie strzałem, byle nie we własną nogę, to bardzo się ucieszę, bo będzie to znaczyć, że uczciwe pozycje DIY, lo-fi, zakorzenione w folku, filozofii punk, psychedelii i krautrocku z tekstami o czymś nadal interesują ludzi. I to chyba tyle.

 

Gdybyś mógł w kilku zdaniach opisać co Cię zainspirowało i jakie treści znajdą się na Stoned Gypsy Wanderer.

 

Myślę, że bezpośrednim katalizatorem i przyczyną, dla której „Gypsy” jest psychedeliczny po brzegi jest muzyka grupy The Fugs i poezja billa bissetta. Tuli Kupferberg, znany z The Fugs, jest jednym z moich drogowskazów odkąd zacząłem publikować swoją poezję. Legendarna płyta The Deep „Psychedelic Moods” również miała swój udział, szczególnie w sposobie w jaki potraktowałem wokale na „Gypsy”, z tym że oczywiście podałem je bardziej nowocześnie. We wspomnianym przez Ciebie cyklu wpisów zamieściłem krótką listę płyt bez których „nie byłoby Gypsy”, do której przeczytania zapraszam. Co do treści, miał być nielinearny koncept-album o wewnętrznej kobiecie, wyszło nie do końca zgodnie z planem – ale w warstwie tekstowej płyta to historie, niekoniecznie te radosne, wzięte prosto z mojego życia, lub z życia zaobserwowanego – myślę, że najlepiej przeczytać teksty samemu i zdecydować – album to u podstaw, najprościej mówiąc, muzyczna ilustracja techniki cut-up.

 

Czy planujesz wydać płytę także na innych nośnikach?

 

Jak już Ci mówiłem, płytę na CD-R wyda Kendra Steiner Editions, jeszcze w tym roku. Oczywiście marzy mi się „prawdziwe” CD i winyl, tak jak w wypadku „Second Hand Mana”, ale co z tego wyniknie to już nie moja decyzja i nie mam na to w tej chwili wpływu.

 

Oprócz kariery solowej jesteś także współtwórcą Sauer Adler? 15 czerwca ukazała się Wasza druga płyta - The Trips and Dreams of Stephen Adler. Jak przedstawiłbyś czytelnikom Psychosondy Stephena Adlera?

 

Zgadza się, współzałożycielem jest Kacper Wojaczek, bardzo utalentowany klawiszowiec i świeżo upieczony reżyser dźwięku. W Sauer Adler skupiamy się na tworzeniu własnej muzyki, nawet jeśli kompozycja jest napisana przeze mnie, czy też przez Kacpra, to wkładamy w nią tyle samo siebie, czyniąc z niej naszą wspólną muzykę, aranżując ją razem, i dodając sporo wykonawczej i kreatywnej pasji do tego aranżu - piszemy też wspólnie, choć na razie stosunkowo rzadko. Ale po płycie „Trips and Dreams” na to przede wszystkim będziemy stawiać. Nie mamy żadnych założeń czy ograniczeń stylistycznych, nie umieszczamy się w żadnym gatunku, choć dla potrzeb choćby wywiadów, szufladka underground folk/electronic rock jest chyba najodpowiedniejsza. Myślę, że to cudowne patrzeć jak fan Amon Duul II niecierpiący Dream Theater pracuje z fanem Dream Theater, i rozumieją się czasem bez słów. To pokazuje, że w muzyce nie ma barier, albo tylko to, że obaj bardzo lubimy Rush. Nie jesteśmy jednak zespołem „progresywnym”, co zawsze podkreślam. Jeśli już to „art rockowym”, w rozumieniu szerokim. „Stephen Adler” to takie połączenie St.Stephena z Aoxomoxoa i nazwy naszego duetu. Mam nadzieję, że choć trochę smakowite.

 

Dokąd zabiera słuchacza Wasz duet, dokąd nie możesz go zaprowadzić sam?

 

Sam mogę zaprowadzić słuchacza tylko do swojego świata, czy też do świata w jego głowie, o którego istnieniu nie wiedział, jeśli mam szczęście, lub ewentualnie pochylić się z nim nad moją muzyką, jeśli wie jak ją „jeść”, i wspólnie się nią cieszyć. Słuchacz dostaje Kaufmanna w proszku i dolewa wody albo oranżady wedle uznania, być może nawet przegryzając bułką z mojej poezji. Jako duet Sauer Adler stanowimy równorzędny organizm muzyczny, w którym Kacper gra równie istotną rolę co ja, a wykonawczo i produkcyjnie istotniejszą. Muzyka Sauer Adler jest więc bogatsza o dodatkowy pierwiastek – świat Kacpra. A jest to facet, który pisze konkretną psychedelę przy krojeniu cebuli – to nie zdarza się nawet tak zakręconemu człowiekowi jak ja. Dzięki Kacprowi Sauer Adler zabiera słuchacza w bardziej rockowy świat, czy to hard, art czy space - u mnie jak do tej pory, „prawdziwy” rock czy hard rock nie pojawił się na żadnej płycie. Sauer Adler jest też projektem czysto muzycznym, w „klasycznym” rozumieniu muzyki, nie tak, jak moja solowa działalność

 

Na pierwszym miejscu piszesz o sobie jako o poecie, dopiero potem muzyku. Od 2008 roku wydajesz tomiki. Czy gitara stała się narzędziem w ręku poety, a może to poezja podąża za muzyką?

 

Jeśli dłużej się zastanowić to jedno i drugie, choć całkiem szczerze, to zajmuję się muzyką, żeby uciec od poezji. Nie zrozum mnie źle, w niektórych tekstach ona się pojawia, ale muzyka pozwala mi bezkarnie rymować, czy pisać o „mniej istotnych” rzeczach, więc może to bardziej ucieczka od awangardy, dadaizmu i post-surrealizmu, bo takie cechy mojej poezji przypisywano i wciąż przypisuje się. Mogę też pisać riffy, co uwielbiam robić. W każdym razie ucieczka jest skuteczna, w tym roku napisałem może z 15 wierszy. Jak dla mnie to bardzo niska liczba, ponieważ piszę dużo, żeby mieć wybór i spory przesiew – także jak widzisz, w 2014 roku gitara całkiem skutecznie odciąga mnie od słowa pisanego. Słowo śpiewane, jako dźwięk, wspomagane dźwiękami gitar, czy innych instrumentów to już obraz – wiersz wydrukowany w tomiku, antologii czy magazynie, czy też umieszczony w internecie, to szkic w ołówku.

 

Wszystkie teksty i poezje tworzysz w języku angielskim. Mogłoby się wydawać, że takie podejście jest trudniejsze zarówno dla samego twórcy jak i odbiorcy. Przemawiają za tym jakieś szczególne argumenty?

 

Po 6 latach zawodowego pisania w tym języku, także na zamówienie, dochodzi się do wprawy, i nie jest trudno, a bardzo przyjemnie, poza tym angielski daje  niesamowite możliwości zabawy slowem. Odbiorca jest też przeważnie anglojęzyczny, więc to też nie problem. Czasem piszę po polsku, ale bądźmy szczerzy, gdzie w Polsce to wydam? Kto to kupi i przeczyta? Myślę, że poezja, jaką piszę, zakorzeniona w Amerykańskiej i Kanadyjskiej poezji lat 50tych i 60tych nie miałaby w Polsce szans zainstnienia, bo to nie nasza tradycja literacka – moja tak, bo takich choćby bitników czytam od 1 klasy liceum. Moje prace zostały jednak na przykład przetłumaczone na bułgarski przez Rositzę Pironską, i sądzę, że skoro dla niej jako dla Bułgarki język angielski nie był barierą, to dla nikogo nie powinien być. I doszło do sytuacji, w której polski poeta zmuszony jest pisać po angielsku, z braku „pracy” w Polsce, a do tego szybciej tłumaczy się go na język bułgarski niż swój własny. Daje to do myślenia.

 

Za twórczością artysty zazwyczaj stoi ktoś, kto stał się dla niego drogowskazem albo czynnikiem napędzającym. Kto dla Ciebie jest taką postacią?

 

Padło już nazwisko Kupferberg, więc myślę, że to dobry drogowskaz. Artaud, Kinski, Schnitzler... takich ikon jest wiele. A poza ikonami, to w zasadzie każdy człowiek, niekoniecznie artysta, który ma talent, poczucie humoru, dystans do siebie, i realizuje tego siebie w pełni nie bojąc się ocen czy krytyki za szczerość i manifestowanie swojej duszy, bo to nie takie proste, jest moim bohaterem. A bezpośrednim czynnikiem napędzającym jest choćby Bill Shute z Kendra Steiner Editions – jego wiara we mnie i moje możliwości pozwoliła mi znaleźć się tu, gdzie teraz stoję.


Recenzje po polsku:
http://artrock.pl/recenzje/51830/kaufmann_a_j_second_hand_man.html#.VgECeKv0oMY.twitter

http://artrock.pl/recenzje/52731/sauer_adler_revelation.html
http://artrock.pl/recenzje/53106/sauer_adler_the_trips_and_dreams_of_stephen_adler.html